Edukacja w kampanii wyborczej

Kolejne boisko szkolne nic nie zmieni dla przyszłości naszych dzieci. Wydatki na drogę przy placówkach oświatowych to nie edukacja, lecz inwestycje w infrastrukturę. Oczywiście również bardzo potrzebne. Jednak dlaczego kandydaci w wyborach samorządowych nie zwracają w ogóle uwagi na samą jakość edukacji, pomimo że większość z nich właśnie o szkole mówi?

Samorządowcy mają wpływ na jakość edukacji, jednak rzadko z tego korzystają. Zamiast dofinansować wyprawki szkolne czy kupować podręczniki, warto żeby zaczęli korzystać z nowoczesnych rozwiązań w taki sposób, aby ustawić polską edukację na właściwy tor, który zwiększy szansę realnego rozwoju dzieci i młodzieży. Eksperci edukacyjni podkreślają, że zamiast prześcigać się, kto przeznaczy więcej pieniędzy w budżecie miasta czy gminy na edukację, to lepiej porozmawiać o tym, na co konkretnie zostaną wydane te pieniądze, i jak to naprawdę wpłynie na jakość kształcenia, która w edukacji jest przecież najważniejsza. Wiele nowoczesnych rozwiązań nie wymaga dużych nakładów finansowych jak np. nowe technologie, które dają szereg możliwości korzystania z wolnych zasobów cyfrowych. – Warto na wczesnym etapie edukacji pokazywać młodzieży możliwości, jakie przed nimi stoją, chociażby te, które oferuje internet. Istnieje wiele platform internetowych i stron z wiedzą popularnonaukową, czy narzędzia ułatwiające dokonywanie wyborów co do własnej ścieżki kariery, z których młodzi ludzie mogą korzystać. Gminy mogłyby szkolić i motywować nauczycieli do wykorzystania tego typu narzędzi – mówi Marcin Bruszewski, współtwórca olimpiady projektów społecznych “Zwolnieni z Teorii”, której podstawowym narzędziem do wspierania młodych ludzi jest platforma internetowa, umożliwiająca im efektywne realizowanie projektu.

W Polsce ogromnym źródłem wiedzy na temat edukacji są osoby działające w organizacjach pozarządowych. Aż 53 proc. fundacji i stowarzyszeń zajmuje się edukacją i wychowaniem (badania Klon/Jawor, 2016 r.), wspierając lub uzupełniając luki w polityce oświatowej na szczeblu lokalnym czy krajowym. Osoby działające w trzecim sektorze i zajmujące się edukacją różnie oceniają pojawiające się postulaty w kampanii samorządowej. Z jednej strony  mówią, że są to głównie powierzchowne obietnice, jednak z drugiej czują, że może to być impuls do zmiany sytuacji w zakresie jakości kształcenia. – Nagromadzenie edukacyjnych punktów w programach wyborczych wynika z ogromnych potrzeb zmian w edukacji. Polskie szkoły niestety cały czas skupiają się na wiedzy teoretycznej i odtwórczej. Tymczasem powinny przygotowywać młodych na przyszłość, której przecież nie znamy. Z racji profilu założonej przeze mnie fundacji szczególnie bliskie są mi wszelkie inicjatywy, które łączą edukację w posługiwaniu się nowymi technologiami z rozwijaniem kompetencji miękkich.  Obecny system nauczania nie jest w tym zakresie wystarczający – mówi Jowita Michalska, założycielka Digital University.

Jak wynika z szacunków fundacji Social Wolves, organizatora Zwolnionych z Teorii, nawet 1/3 postulatów kandydatów w jesiennych wyborach samorządowych dotyczy edukacji, jednak według opinii ekspertów, większość z nich nie dotyczy jakości edukacji tylko spraw elementarnych i infrastrukturalnych, a nie samej zmiany systemu. Wśród głównych postulatów dwóch największych partii znajdziemy między innymi tak enigmatyczne stwierdzenie jak szkoła przyjazna dzieciom, które nic nie wnosi w jakość nauczania. W programach wyborczych można znaleźć też postulaty  z edukacją niemające wiele wspólnego, jak budowa dróg i boisk oraz bezpłatne bilety dla uczniów lub chodniki przy szkołach czy szybki internet w każdej gminie. Pozostałe ugrupowania obiecują jeszcze inne rzeczy m.in. współfinansowanie wyprawki szkolnej czy postulują lepszą edukację seksualną powstałą w oparciu o wiedzę Światowej Organizacji Zdrowia.
– Wszystkie inicjatywy mające na celu poprawę warunków edukacyjnych czy jakości edukacji są bardzo cenne. Kluczowe jest jednak rozszerzenie podstawy programowej o tematy, które wraz z rozwojem technologii są niezbędne jak np. cyberbezpieczeństwo, programowanie czy robotyka – komentuje Jowita Michalska.

Jak podkreśla Marcin Bruszewski wsparcie samorządów powinno wykraczać znacznie szerzej niż inwestycje w drogi czy boiska szkolne. – Rolą samorządów powinno być wspieranie nauczycieli w nabywaniu umiejętności nowoczesnego nauczania metodą projektową, tak jak to ma miejsce np. w Finlandii, gdzie dzieci uczą się holistycznie o zjawiskach, a nie wkuwają wiedzę na pamięć znaną polską metodą zakuj – zdaj – zapomnij. Działanie ze strony samorządowców, którzy mogą zadbać o jakość i kierunek nauczania dzieci w każdej gminie, powinno być ukierunkowane na dwa główne obszary. Po pierwsze dofinansowanie szkoleń i rozwoju kadry oświatowej w zakresie wykorzystania nowoczesnych metod edukacyjnych czy korzystania z nowoczesnych technologii w edukacji. Po drugie wspieranie wszelkich inicjatyw organizowanych przez młodzież, bo to udowodniony sposób nabywania praktycznych kompetencji, które przydadzą się młodzieży w dorosłym, zawodowym życiu – komentuje Bruszewski.

Jak wskazuje Jowita Michalska, rolą samorządu jest wsparcie i rozwój oświaty na danym terenie poprzez mądre zarządzanie szkołami, ale również wspieranie lokalnych inicjatyw, szkół i organizacji. – To niezbędny element, który przyniesie realną zmianę. Bardzo ważne jest długofalowe, strategiczne myślenie o edukacji i umiejętność współpracy pomiędzy władzami, a szkołą i instytucjami edukacyjnymi. Niezwykle istotne są wszelkie oddolne działania służące rozwojowi. Ważne, aby były realizowane stale, w trybie cyklicznym. Takie tematy jak np. bezpieczeństwo w sieci wymagają dużo większego przygotowania niż jedna pogadanka na godzinie wychowawczej realizowana przez nieprzeszkolonego nauczyciela. Musimy pamiętać, że internet to potężne narzędzie, którego zarówno my dorośli, jak i dzieci oraz młodzież musimy się nauczyć. Daje ogromne możliwości, ale i niesie ze sobą wiele zagrożeń – dodaje Michalska.

Wśród przyczyn zainteresowania polityków sprawami edukacji można wskazać okres, w którym odbywa się kampania wyborcza, przypadająca na początek roku szkolnego. Wielu kandydatów obiecuje całkiem konkretne rzeczy, jednak eksperci obawiają się szybkiego porzucenia tych obietnic w momencie zakończenia się wyborów. – Edukacja to długoterminowa inwestycja, której efekty będą widoczne za 10-20 lat. Wielu decydentom umyka ta perspektywa z oczywistych rachunków politycznych. To nie jest wymierna korzyść widoczna dzisiaj np. w postaci 500+, ale wizja przyszłości i przekonanie, że moje oraz twoje dziecko będzie sobie lepiej radzić w życiu za 10 czy 20 lat. W dbaniu o tę przyszłość widzę ogromną rolę organizacji pozarządowych, które mogą niezależnie od cyklu wyborczego i zewnętrznych wpływów przyjąć plan działania z długoterminowym wymiarem. I robią to, tak jak moja fundacja i wiele innych – dodaje Bruszewski.

WRÓĆ